Eminem – Recovery
Przyznaj? si? – by?em kiedy? hejterem Eminema. Gdyby kto? spyta? dlaczego, nie potrafi?bym udzieli? odpowiedzi. By? mo?e z czystej przekory. Faktem jest jednak, ?e z czasem nie mog?em nie doceni? talentu tego bez w?tpienia najlepszego bia?ego rapera. Do p?yty „Relapse” podchodzi?em ostro?nie, cho? podoba?a mi si? od samego pocz?tku. Z czasem stwierdzi?em jednak, ?e kr??ek ów jest najlepszym mainstreamowym wydawnictwem 2009 roku. Eminem szybko og?osi?, ?e wyda album „Relapse 2”, jednak zamiast niego dostali?my reedycj? wersji pierwotnej z kilkoma nowymi trackami, których równie? s?ucha?o si? ?wietnie. W pewnym momencie wyp?yn??a informacja o planach wydania p?yty pt. „Recovery”. Od pocz?tku mówi?o si?, ?e b?dzie to album powa?niejszy, na który produkcje dostarcz? beatmakerzy inni ni? Dr. Dre. Pierwszy singiel pt. „Not Afraid” nie by? prze?miewczy, a sam Eminem nie?mia?o próbowa? da? nam do zrozumienia, ?e si? zmieni?. Wszystko to sprawi?o, ?e bardzo nieufnie podchodzi?em do nowego dzie?a frontmana D12. Czy Marshall Mathers przekona? mnie do swojej nowej twórczo?ci?
Co najwy?ej po?owicznie. Nowe dzie?o Eminema spodoba si? na pewno tym, którzy oczekiwali powagi i rozliczenia si? z przesz?o?ci? od kr??ka „Relapse”. Powa?nych momentów by?o tam bowiem niewiele. Eminem wciela? si? w swoje alter ego – Slim Shady’ego – ?pa?, mordowa?, molestowa? i by? molestowany. Wszystko odbywa?o si? na fenomenalnym poziomie technicznym tekstów, flow wprawia?o w os?upienie, a wszystko dodatkowo okraszone by?o du?? dawk? (cz?sto czarnego) humoru. Jedyny aspekt „Relapse”, którego mo?na by?o si? tak naprawd? doczepi?, stanowi?y produkcje Dra Dre, z których cz??? nie spe?nia?a oczekiwa?. Teraz natomiast mamy do czynienia z troch? inn? konwencj? kr??ka. Eminem jest powa?niejszy, „czysty”, mówi nam na jakich dragach by? nagrywaj?c poprzednie albumy, w wywiadach twierdzi, ?e nie ma nic do gejów i nie wykorzystuje sposobno?ci, by pojecha
? swojej matce. Chwyt marketingowy ?wietny, co potwierdzi?y wyniki sprzeda?y z pierwszego tygodnia. Sama zawarto?? kr??ka „Recovery” nie do ko?ca mnie jednak przekonuje.
Zaczyna si? mimo wszystko dobrze. Track otwieraj?cy – „Cold Wind Blows” – to jakby przej?cie mi?dzy starym a nowym Eminemem. Raper rozlicza si? poniek?d ze swoim nieaktualnym ju? (czy na pewno?) wizerunkiem, nawijaj?c w tamtym stylu, wplataj?c nowe spostrze?enia. Dostajemy sporo poczucia humoru, jak chocia?by we fragmencie: „Shawty dance while I diss you to the beat, fuck the words/ you don’t listen to ‘em anyway” czy w samym refrenie, w którym Em przekonuje nas, w wolnym t?umaczeniu, ?e jest „tak zimny jak zimny wiatry w zimie przy temperaturze poni?ej dwudziestu stopni”, a ironiczny wymiar tej celowo nieporadnej konstrukcji wzmocniony jest dodatkowo przez intonacj?. Raper wywo?uje u?miech na twarzy jeszcze niejednokrotnie, jak chocia?by pod koniec drugiej zwrotki, gdy dostaje piorunem od boga, komentuj?c to dwa razy wypowiadanym z przej?ciem i zaskoczeniem „what the fuck?”. Padaj? w owym tracku obietnice chocia?by bycia grzeczniejszym dla kobiet, podane jednak w taki sposób, ?e ci??ko traktowa? je serio. Eminem powa?ny prezentuje nam si? w pe?nej okaza?o?ci przy okazji tracków nast?pnych.
Drugi utwór na p?ycie – „Talkin’ 2 Myself” – to jedno ze szczytowych osi?gni?? „Recovery”. Tutaj ju? s?owa Eminema daj? do my?lenia i wr?cz szokuj?, gdy zaczynamy sobie u?wiadamia?, jak bardzo raper przed nami si? otwiera. To w?a?nie z tego tracku dowiadujemy si?, ?e przy nagrywaniu „Encore” by? artysta na dragach, a wyp?ukiwa? je z siebie podczas sesji nagraniowych z „Relapse”. Szczególnie wymowny obraz maluje nam Eminem w pierwszej zwrotce. Twierdzi, ?e o ma?o nie zdissowa? Lil Wayne’a i Kanye Westa, a powodem by?a czysta zazdro??. Raper bra? wi?c pigu?ki, karci? samego siebie za takie pomys?y, wiedz?c, ?e nie potrafi napisa? porz?dnego punchline’u. Zabrak?o dodatkowo Proofa, który móg?by sprawi?, ?e Eminem si? ogarnie. Ca?a nawijka rapera jest okraszona klimatycznym refrenem wokalisty o ksywce Kobe (znanego chocia?by z tracku Fabolousa pt. „Imma Do It”) i ca?o?? buja naprawd? konkretnie. Powstaj? jednak pewne pytania. Czy raper naprawd? jest szczery, czy znowu si? z nami bawi? Gdy korzysta? z us?ug Slim Shady’ego, odpowied? by?a oczywista. Teraz ci??ko to jednoznacznie okre?li?.
Numer „Won’t Back Down” znowu przynosi nam raczej Slim Shady’ego. Eminem rapuje dynamicznie jak nigdy (na granicy krzyku), agresywnie jak zwykle i zmusza do u?miechu tekstami w stylu „I gave Bruce Wayne a Valium and said: ‘settle ya fuckin’ ass down, I’m ready for combat man/get it calm batman’” czy „Imma measure my dick, shit I need 6 inches more”, nie wspominaj?c ju? o ca?ej zabawie ze ?ciszaniem i pog?a?nianiem wokalu w trzeciej zwrotce. Kilka tracków dalej zaczyna jednak Eminem znowu by? brutalnie powa?ny. Mowa oczywi?cie o singlu „Not Afraid”. Eminem daje nam do zrozumienia, ?e jego ostatnia p?yta by?a s?aba, ?e nie wróci do tego, co by?o kiedy? i ?e ca?y czas próbuje sobie jako? w ?yciu poradzi?. Rozwa?a, czy rzuci? narkotyki dla siebie, czy raczej dla fanów, zaczyna nowe ?ycie, stawia czo?a swoim demonom. Bardzo klimatyczny bit do tego? tracku dostarczy? Boi-1da, wszystko ma r?ce i nogi, ale, nie ukrywajmy, nie jest to najlepszy singiel w ?yciu Eminema.
Napisa? recenzj? p?yty frontmana D12 nie jest ?atwo, gdy? ma si? ochot? opisa? dok?adnie ka?dy kawa?ek. W przypadku „Recovery” mo?e po?ow?, gdy? najwi?kszym problemem tego kr??ka jest nuda, która zaczyna nas atakowa? mniej wi?cej od po?owy wydawnictwa. T? cezur? jest utwór „No Love” z go?cinnym udzia?em Lil Wayne’a. Numer ten mo?na pokocha? lub znienawidzi? – trzeciej opcji nie widz?. W podk?adzie wykorzystano sampel z hitu pocz?tku lat ’90 pt. „What Is Love”. Brzmi to oryginalnie. Na pocz?tku zwrotki Eminema mamy wra?enie, ?e z bitem sobie nie radzi i zosta? zjedzony przez go?cia. Z czasem jednak gospodarz si? rozkr?ca i pokazuje, ?e nie ma podk?adu, który jest w stanie zepsu?. Niezale?nie od Waszych odczu? – granic? ?enady mo?na tu by?o bardzo ?atwo przekroczy?, ale na pewno tym razem to si? nie zdarzy?o. Martwi jednak fakt, ?e chyba faktycznie powraca moda na lata ’90.
W dalszej cz??ci p?yty jest po prostu nudno. Podk?ady s? do?? nijakie i wymuszone, a sam Eminem cho? stara si?, jak mo?e, nie jest w stanie przyku? uwagi s?uchacza na d?u?ej. Obecno?? Rihanny w „Love The Way You Lie” mog?a stworzy? histori?, okaza?a si? jednak wymuszon? kolaboracj?, maj?c? za zadanie podniesienie sprzeda?y p?yty. Brakuje na owym kr??ków podk?adów Dra Dre i samego Eminema. Just Blaze, DJ Khalil i Boi-1da s? zdecydowanie nierówni. Jim Jonsin wraz ze „Space Bound” udowadnia po raz kolejny, ?e po „Lollipopie” i „I Run” nie jest w stanie zrobi? nic dobrego. Drug? cz??? p?yty ratuje kawa?ek j? zamykaj?cy – „Untitled” na podk?adzie Havoca. Dynamizm, niepokój i pomys?owo?? doskonale przyrz?dzone przez 1/2 Mobb Deep, s? ?wietnym t?em dla nawijki Eminema, który dobrze si? w ten bit wpasowuje, co bynajmniej nie jest na „Recovery” regu??.
Cho? autor p?yty twierdzi, ?e po rzuceniu narkotyków pisze mu si? lepiej, ja zdecydowanie wy?ej oceniam jego dokonania wokalne z „Relapse” czy „The Eminem Show”. Na „Recovery” Eminem troch? mnie zawodzi. Jest mniej b?yskotliwy i zabawny i cho? nieustannie bawi si? s?owami, rymy nie powalaj?, tak jak w przypadku wspomnianych wydawnictw. Nie dajcie si? równie? zwie??, jakoby ca?y nowy album rapera by? powa?ny. Owszem, Em zag??bia si? we w?asn? psychik?, wspomina Proofa, ale potrafi te? by? zabawny (jak to wykazywa?em), jedzie gwiazdom showbiznesu, wraca w swych tekstach do pocz?tków kariery, a tak?e nawija i rymuje o… nawijaniu i rymowaniu. Siedemna?cie pe?noprawnych tracków (pierwszy raz w karierze bez skitów), to jednak za du?o jak na obecn? form? bohatera recenzji, by utrzyma? uwag? s?uchacza.
Nie wierz? w przemian? Eminema. W moim odczuciu zupe?nie nie jest autentyczna. Nie wierz? tym samym we wszystko, o czym mówi w numerach, które mo?na zaliczy? do kategorii powa?nych. Pewne jest jednak, ?e owa przemiana okaza?a si? ?wietnym chwytem marketingowym i liczby z pierwszego tygodnia robi? wra?enie. Wiem natomiast, ?e wielu p?yta „Recovery” si? spodoba, gdy? takiego wydawnictwa oczekiwali od Eminema ju? od d?u?szego czasu. Moich oczekiwa? album ten nie spe?nia i bior? tu pod uwag? kryteria rozrywki, jakiej dostarcza, tekstów (s?abszych ni? ostatnio), flow (czasem wymuszonego) i w du?ej cz??ci niezbyt wymy?lnych podk?adów. Mam wi?c ?wiadomo??, ?e nie ka?dy t? opini? podzieli; w moim rankingu jednak „Recovery” jest tylko nad „Encore”.












© 2010 RAPGRA.COM | Wszelkie prawa autorskie do materiałów zawartych na stronie rapgra.com i podstronach należą do engage-media.pl w Poznaniu | 
wymuszonego flow?? chyba koles zartujesz… kto jak kto ale eminem flow ma z najwyzszej polki. Niewazne czy spiewa u siebie na albumie czy przykladowo w duecie z Nicki Minaj
Komentarz — 5 października 2011 @ 15:40Autor recki to jakis wack… ile ty chlopie sluchasz rapu? pierwsza plyta eminema byla przejebana!!! druga tez w chuj klasyczna!a to gowno co teraz robi to sie nawet nie da sluchac….
Komentarz — 25 maja 2011 @ 23:50oj ludzie, ludzie… przeżyjcie to wszystko co przeżył Eminem. Ciekawe co wtedy powiecie. Eminem to najlepszy raper jakiego ta ziemia kiedykolwiek nosiła, nosi. Płyta recovery moim zdaniem- genialna. Nowy Eminem nie znaczy gorszy Eminem. Nie dziwie sie facetowi, prawie 40 letniemu, ze nie nagrywa juz takich piosenek jak na poczatku tej dekady. Marshall nawet powiedział w jakims wywiadzie, ze po prostu dorósł. EMINEM- FENOMEN. Był i będzie, fovrever. Dziękuje, dobranoc
Komentarz — 20 lipca 2011 @ 15:05[...] do której mam nadzieję, że dojdzie, do duet DJ Khaled/Eminem. Wiem, że jeśli uda mi się nagrać coś z Eminemem, to będzie to jeden z największych [...]
Pingback — 12 lutego 2011 @ 14:46[...] tego, że w ubiegłym tygodniu swoją premiery miały płyty takich gwiazd jak Eminem, Kid Rock czy Rihanna, Nelly’emu udało się zanotować całkiem niezły wynik. Na sam [...]
Pingback — 10 lutego 2011 @ 13:55Ludzie bądzcie obiektywni. Recovery i Relapse to SHIT. Encore nie zachwyca również ale lubie tą płyte za poczucie humoru kawałki typu Big Weenie , Ass Like That , Rain Man czy Puke. – leje przy nich.
Komentarz — 17 stycznia 2011 @ 12:08ta recenzja to jeden wielki dramat-ta plyta to dzieło rapu kazdy kawałek to pokaz techniki flow najwyzszego stopnia rymowania a szczególnie omnibusie kawałek no love gdzie Eminem zjada kazdym wersem lil wayna i każdego rapera na obecnej scenie rapu-zaczyna powoli aby wręcz zdemolować na końcu-każdy kto ma jakieś pojęcie o rapie wie że ta zwrotka to bomba atomowa hip-hopu a jego poprzednia płytka była mizerna zresztą sam to mówił w wielu wywiadach słabo kumasz chyba angielski, puść sobie jeszcze raz ten kawałek albo ze sto razy to może skumasz ze właśnie teraz Eminem to numer 1 na świecie szczególnie po ostatniej płycie gdzie lirycznie wspiął się na rapowy olimp i oby tak dalej a przemiana ćpał przez 10 ostatnich lat wiec chyba czas najwyższy aby coś zmienić w swoim życiu i także w przekazie lirycznym pozdro dla kumatych i obyś Em tworzył rap taki jak na ostatniej płycie szczególnie jak w kawałku no love-szacunek
Komentarz — 23 listopada 2010 @ 21:54Ja powiem tak uwielbiam eminema ale Encore ( z wyjatkiem Like Toy Soldiers , Mockingbird , We As Americans (bonus) ) i Relapse ( z wyjatkiem Déjà Vu , Beautiful ) to dla mnie totalna porazka poprzednie plytki Em’a swietne a co do Recovery ogolnie płyta tez nie powala ale podoba mi sie kilka kawałkow bardziej i uwazam ze jest lepsza od poprzednich dwoch . Moim dobre utwory na tej płycie : Cold Wind Blows , So bad , Going Through Changes , Not Afraid ( mowcie co chcecie ale to dobra posienka choc jak na promocyjny singiel zgodze sie ze nie powala ) 25 to Life , You’re Never Over ( dobrze ze nagrał to dla swojego najlepszego ziomka R.I.P ) Talking To Myself . Duzo wiecej kawałkow mi sie podoba niz na poprzednich płytach zwłaszcza 2 i 3 płytce choc na 1 Rock bottom jest genialne
Komentarz — 1 listopada 2010 @ 18:40Dla mnie album slaby duzo komerchy i podjechalo mi tu popem bardziej niz rapem nie ma sie czym jarac stary dobry eminem zmarl tera jakis kmiotek jest ehh gdzie sie podzial Em z 8 Mili? ehh od kad jego kolaboracje z lil waynem sie zaczely schodzil coraz bardziej na dno moze to ostra opinia i wychodze na hejtera ale tak poprostu jest taka mam wizje tego kiedys to siedzial i nagrywal z d-12,dre,50 i innymi czarnuchami dobry klimacik tera to ja niewiem co do diabla ta piosenka z rihanna to juz wogole zal.. piosenka celowo zrobiona by kazdemu wpadla w ucho a nie fanom rapu.
Komentarz — 12 października 2010 @ 17:34Jak dla mnie to płyta jest najlepszym co mogło się pojawić w tym roku. Cóż nie każdy musi doceniać jego twórczość
Komentarz — 4 października 2010 @ 12:53co wy pieprzycie kurwa????? recovery to najlepsza płyta ema od paru lat!
Komentarz — 1 października 2010 @ 13:24Co ty pieprzysz anonim em ma 38 lat wiec poprzednia osoba dobrze powiedziala ze ma prawie 40
Komentarz — 15 września 2010 @ 10:49do..justo.on.ma.dopiero.30.lat.a.nie.40.na.karku
Komentarz — 2 września 2010 @ 09:27płyta jest słaba. po prostu. nie wiem czym wy się zachwycacie
Komentarz — 30 sierpnia 2010 @ 17:08PIERDOLISZ KRZYSIU JAK POTRZASKANY
Komentarz — 9 lipca 2010 @ 13:06Dla mnie nowy album Eminema to po prostu więcej komercji ale podanej w dość przystępny sposób. Przecież on jakby nie patrzyć ma prawie 40-stke na karku ile można pisać o glupotach w swoich tekstach. Prędzej czy później było wiadomo ze taki album w takim stylu powstanie. Jednocześnie ciesze się że na krążku nie znajduje się żaden beat Timbalanda Danja bądź Polow da Don bo to już nie byłby ten sam Eminem(zresztą dlatego go szanuje bo gdyby skorzystał z tych producentów płyta sprzedałaby się jeszcze lepiej). Co do utworów to na serio „You’re Never Over” najgorszy track na płycie. Dobrze ze umieścili go przy końcu bo to totalna porażka a najbardziej podoba mi się „Seduction” no i druga zwrotka Eminema….to jest nadal geniusz rapu…i nikt i nic tego nie zmieni.
Komentarz — 9 lipca 2010 @ 05:23a dla mnie jak narazie album roku!!!
Komentarz — 7 lipca 2010 @ 12:40he, piona brat ;)
Komentarz — 6 lipca 2010 @ 21:57Guru propsy za wysiłek i zgadzam się w 100 % :D
Komentarz — 6 lipca 2010 @ 21:31Mi osobiście album się podoba co prawda moim skromnym zdaniem nie jest lepszy od Relapse ale i tak trzyma poziom.
Komentarz — 6 lipca 2010 @ 21:18Na pewno każdy coś dla siebie znajdzie w tym albumie, także i ja ;)
Co do recenzji jest dobra ale nie najlepsza, a co do tekstu „Martwi jednak fakt, że chyba faktycznie powraca moda na lata ’90″ to z tego bym się nawet po nie kąt cieszył.
Piosenka „No Afraid” fak nie jest najlepszym singlem ale oddaje powagę togo co Em chce nam przekazać odnośnie swoich zmian. Dobry kawałem na rozkręcenie płyty. Mówię tutaj o stronie komercyjnej. Bo teledysk i ten numer można było widzieć wcześniej i się dobrze podkręcić do tej płyty i myślę że nie rozczarować resztą.
Komentarz — 6 lipca 2010 @ 14:04Co do piosenki „No Love” moim zdaniem jedna z ciekawszych nut jakie słyszałem. Ładnie zremiksowany starszy kawałem. I nie zgodzę się ze zdaniem że Em sobie nie radzi na początku swojej zwrotki. Wydaje mi się że próbował dostosować się do tępa Lil Wayne’a który właśnie troszkę wolniej nawija niż Eminem co widać później jak już po 3 linijkach tekstu przyzwyczajamy się i Em zdecydowanie przyśpiesza.
Reszta piosenek jest również do odsłuchu. Dobre podkłady i teksty trzymane w tępię Em’a raczej nie zanudzają. Radzę następnym razem się wyspać :)
Piosenka z Rihanną?! Rewelacja! Kawałek dopracowany, super wejścia w tępo, Em’a już nie będę tu opisywał bo się chłopak spisał ale Rihanna… jak usłyszałem ją w tym kawałki to aż mi ciary przeszły po plecach. Warto odsłuchać jeszcze raz tylko głośniej i głośniej ;D
„Cinderela Man”?! Również jeden z najlepszych kawałków na płycie. I tutaj również Em nie daję ciała ze strony lirycznej. Mknie przez linijki tekstu jakby bez żadnego wysiłku, no i do tego ten bit. Piosenka też dobrze dopracowana. 5+!!
Pozostaje jeszcze napisać odnośnie najlepszego i najgorszego kawałka w moim odczuciu. Zacznę od gorszego, którego praktycznie nie da się słuchać. Jest to numer „You’re Never Over”. Nie będę już tutaj nic dodawał bo ten numer mógł się wcale nie pokazać na płycie i nie zobaczyli byśmy żadnych braków. Bez wyrazu, ni z dupy!
Moim faworytem jest bez wątpienia kawałek „So Bad”. I bardziej tutaj daję się odczuć jak Em prawie że chce wykrzyczeć słowa niż w kawałku ” Won’t Back Down” w którym zdecydowanie jest coś nie tak z podkładem. Jest strasznie głośno od łupania perkusji i mam wrażenie jakby każdy instrument grał po swojemu zupełnie co innego. Ale wracając do „So Bad”… podkład i strona liryczna najwyższy poziom. Ten kawałek ma coś takiego w sobie że można słuchać i słuchać. Em oczywiście mistrzu, śmiga ze zwrotkami jak ryba w wodzie. Aż nie można nadążyć czytać tekstu. I właśnie to go wyróżnia z tłumu raperów. Super rytm piosenki połączony z nawijką Em’a daje mieszankę wybuchową…
Dynamite, dynamite, dynamite, so!
Recenzja fajna i obiektywna. Wiadomo że każdy ma trochę inny gust jak to ze wszystkim bywa. Ale moim zdaniem Em nie rozczarował. I nawet biorąc wszystkie te słabsze piosenki z Recovery myślę że spokojnie pokonuje Em nowy album Drake, który też odsłuchałem i może 2 piosenki mi wpadły w ucho. Przy tamtej płycie można dopiero usnąć. Posłuchajcie oby dwóch CD’ków i piszcie komenty. Wydaję mi się że ktoś podzieli moje zdanie.
Dobra zamykaj jadaczkę bo zaraz wyjdzie druga recenzja z tego:P Pozdro for all! :):
Pisał Guru ;d
Świetnie napisana recenzja. Autor nie trzyma żadnej ze stron, ale również przedstawia swoje własne zdanie na ten temat. Co do albumy, jestem wielkim fanem Eminema, ale album, jak wspomniał autor mnie ‘zanudza’. Osobiście nie za bardzo widzi mi się ta przemiana, lubiłem od zawsze styl Eminema w którym jest naśmiewanie się z innych, agresywny przewodni głos w którym naprawdę chce się uwierzyć w każdy jego tekst oraz jego szalone flow, które ma fanów na całym świecie. A co do powagi albumu, bardziej szanowałem tą powagę jaką przedstawiał np. w utworach ‘Rock Bottom’ czy ‘Sing For The Moment’. Moim skromnym zdaniem, nie podoba mi się przemiana Eminema, ale nikt nie musi mojego zdania podzielać.
Komentarz — 4 lipca 2010 @ 17:30jesli sprzeda okolo 10 mln plyt jak w przypadku ,,Marshall Mathers” i ,,Eminem show” to jego styl w nastepnej plycie bedzie podobny,ale jesli powtorzy slaby sukces ,,Relapse” to pewnie uslyszymy o nowych przemianach… ja osobiscie czekam na plyte gdzie Em wyprodukuje wszystko od poczatku do konca. Bo talent ma niewyczerpany…
Komentarz — 4 lipca 2010 @ 15:12Napiszcie recenzje „thank me later”
Komentarz — 4 lipca 2010 @ 14:33nieważne ze eminem jest mniej błyskotliwy przez to że zucił narkotyki tylko to że bedzie zdrowszy
Komentarz — 4 lipca 2010 @ 14:11a ja wierzę w przemianę Eminema. mam nadzieję, że już nie wróci Slim Shady. ale ogólnie recenzja dobra
Komentarz — 4 lipca 2010 @ 13:42W większości zgadzam się z tą recenzją bardzo fajnie sie ją czytało. Mi osobiście szybko spodobał się kawałek „So Bad” – klimat z Relapse, ale też troche szybko mi sie zaczyna nudzic. Ogólnie każdy kawałek ma coś w sobie, ale poprzednia płyta bardziej mi sie podobała
Komentarz — 4 lipca 2010 @ 11:58