03.07.2010 | 27 komentarzy | Tagi wpisu: , , , , ,

Eminem – Recovery



Przyznaj? si? – by?em kiedy? hejterem Eminema. Gdyby kto? spyta? dlaczego, nie potrafi?bym udzieli? odpowiedzi. By? mo?e z czystej przekory. Faktem jest jednak, ?e z czasem nie mog?em nie doceni? talentu tego bez w?tpienia najlepszego bia?ego rapera. Do p?yty „Relapse” podchodzi?em ostro?nie, cho? podoba?a mi si? od samego pocz?tku. Z czasem stwierdzi?em jednak, ?e kr??ek ów jest najlepszym mainstreamowym wydawnictwem 2009 roku. Eminem szybko og?osi?, ?e wyda album „Relapse 2”, jednak zamiast niego dostali?my reedycj? wersji pierwotnej z kilkoma nowymi trackami, których równie? s?ucha?o si? ?wietnie. W pewnym momencie wyp?yn??a informacja o planach wydania p?yty pt. „Recovery”. Od pocz?tku mówi?o si?, ?e b?dzie to album powa?niejszy, na który produkcje dostarcz? beatmakerzy inni ni? Dr. Dre. Pierwszy singiel pt. „Not Afraid” nie by? prze?miewczy, a sam Eminem  nie?mia?o próbowa? da? nam do zrozumienia, ?e si? zmieni?. Wszystko to sprawi?o, ?e bardzo nieufnie podchodzi?em do nowego dzie?a frontmana D12. Czy Marshall Mathers przekona? mnie do swojej nowej twórczo?ci?

Co najwy?ej po?owicznie. Nowe dzie?o Eminema spodoba si? na pewno tym, którzy oczekiwali powagi i rozliczenia si? z przesz?o?ci? od kr??ka „Relapse”. Powa?nych momentów by?o tam bowiem niewiele. Eminem wciela? si? w swoje alter ego – Slim Shady’ego – ?pa?, mordowa?, molestowa? i by? molestowany. Wszystko odbywa?o si? na fenomenalnym poziomie technicznym tekstów, flow wprawia?o w os?upienie, a wszystko dodatkowo okraszone by?o du?? dawk? (cz?sto czarnego) humoru. Jedyny aspekt „Relapse”, którego mo?na by?o si? tak naprawd? doczepi?, stanowi?y produkcje Dra Dre, z których cz??? nie spe?nia?a oczekiwa?. Teraz natomiast mamy do czynienia z troch? inn? konwencj? kr??ka. Eminem jest powa?niejszy, „czysty”, mówi nam na jakich dragach by? nagrywaj?c poprzednie albumy, w wywiadach twierdzi, ?e nie ma nic do gejów i nie wykorzystuje sposobno?ci, by pojecha

? swojej matce. Chwyt marketingowy ?wietny, co potwierdzi?y wyniki sprzeda?y z pierwszego tygodnia. Sama zawarto?? kr??ka „Recovery” nie do ko?ca mnie jednak przekonuje.

Zaczyna si? mimo wszystko dobrze. Track otwieraj?cy – „Cold Wind Blows” – to jakby przej?cie mi?dzy starym a nowym Eminemem. Raper rozlicza si? poniek?d ze swoim nieaktualnym ju? (czy na pewno?) wizerunkiem, nawijaj?c w tamtym stylu, wplataj?c nowe spostrze?enia. Dostajemy sporo poczucia humoru, jak chocia?by we fragmencie: „Shawty dance while I diss you to the beat, fuck the words/ you don’t listen to ‘em anyway” czy w samym refrenie, w którym Em przekonuje nas, w wolnym t?umaczeniu, ?e jest „tak zimny jak zimny wiatry w zimie przy temperaturze poni?ej dwudziestu stopni”, a ironiczny wymiar tej celowo nieporadnej konstrukcji wzmocniony jest dodatkowo przez intonacj?. Raper wywo?uje u?miech na twarzy jeszcze niejednokrotnie, jak chocia?by pod koniec drugiej zwrotki, gdy dostaje piorunem od boga, komentuj?c to dwa razy wypowiadanym z przej?ciem i zaskoczeniem „what the fuck?”. Padaj? w owym tracku obietnice chocia?by bycia grzeczniejszym dla kobiet, podane jednak w taki sposób, ?e ci??ko traktowa? je serio. Eminem powa?ny prezentuje nam si? w pe?nej okaza?o?ci przy okazji tracków nast?pnych.

Drugi utwór na p?ycie – „Talkin’ 2 Myself” – to jedno ze szczytowych osi?gni?? „Recovery”. Tutaj ju? s?owa Eminema daj? do my?lenia i wr?cz szokuj?, gdy zaczynamy sobie u?wiadamia?, jak bardzo raper przed nami si? otwiera. To w?a?nie z tego tracku dowiadujemy si?, ?e przy nagrywaniu „Encore” by? artysta na dragach, a wyp?ukiwa? je z siebie podczas sesji nagraniowych z „Relapse”. Szczególnie wymowny obraz maluje nam Eminem w pierwszej zwrotce. Twierdzi, ?e o ma?o nie zdissowa? Lil Wayne’a i Kanye Westa, a powodem by?a czysta zazdro??. Raper bra? wi?c pigu?ki, karci? samego siebie za takie pomys?y, wiedz?c, ?e nie potrafi napisa? porz?dnego punchline’u. Zabrak?o dodatkowo Proofa, który móg?by sprawi?, ?e Eminem si? ogarnie. Ca?a  nawijka rapera jest okraszona klimatycznym refrenem wokalisty o ksywce Kobe (znanego chocia?by z tracku Fabolousa pt. „Imma Do It”) i ca?o?? buja naprawd? konkretnie. Powstaj? jednak pewne pytania. Czy raper naprawd? jest szczery, czy znowu si? z nami bawi? Gdy korzysta? z us?ug Slim Shady’ego, odpowied? by?a oczywista. Teraz ci??ko to jednoznacznie okre?li?.

Numer „Won’t Back Down” znowu przynosi nam raczej Slim Shady’ego. Eminem rapuje dynamicznie jak nigdy (na granicy krzyku), agresywnie jak zwykle i zmusza do u?miechu tekstami w stylu „I gave Bruce Wayne a Valium and said: ‘settle ya fuckin’ ass down, I’m ready for combat man/get it calm batman’” czy „Imma measure my dick, shit I need 6 inches more”, nie wspominaj?c ju? o ca?ej zabawie ze ?ciszaniem i pog?a?nianiem wokalu w trzeciej zwrotce. Kilka tracków dalej zaczyna jednak Eminem znowu by? brutalnie powa?ny. Mowa oczywi?cie o singlu „Not Afraid”. Eminem daje nam do zrozumienia, ?e jego ostatnia p?yta by?a s?aba, ?e nie wróci do tego, co by?o kiedy? i ?e ca?y czas próbuje sobie jako? w ?yciu poradzi?. Rozwa?a, czy rzuci? narkotyki dla siebie, czy raczej dla fanów, zaczyna nowe ?ycie, stawia czo?a swoim demonom.  Bardzo klimatyczny bit do tego? tracku dostarczy? Boi-1da, wszystko ma r?ce i nogi, ale, nie ukrywajmy, nie jest to najlepszy singiel w ?yciu Eminema.

Napisa? recenzj? p?yty frontmana D12 nie jest ?atwo, gdy? ma si? ochot? opisa? dok?adnie ka?dy kawa?ek. W przypadku „Recovery” mo?e po?ow?, gdy? najwi?kszym problemem tego kr??ka jest nuda, która zaczyna nas atakowa? mniej wi?cej od po?owy wydawnictwa.  T? cezur? jest utwór „No Love” z go?cinnym udzia?em Lil Wayne’a. Numer ten mo?na pokocha? lub znienawidzi? – trzeciej opcji nie widz?. W podk?adzie wykorzystano sampel z hitu pocz?tku lat ’90 pt. „What Is Love”. Brzmi to oryginalnie. Na pocz?tku zwrotki Eminema mamy wra?enie, ?e z bitem sobie nie radzi i zosta? zjedzony przez go?cia. Z czasem jednak gospodarz si? rozkr?ca i pokazuje, ?e nie ma podk?adu, który jest w stanie zepsu?. Niezale?nie od Waszych odczu? – granic? ?enady mo?na tu by?o bardzo ?atwo przekroczy?, ale na pewno tym razem to si? nie zdarzy?o. Martwi jednak fakt, ?e chyba faktycznie powraca moda na lata ’90.

W dalszej cz??ci p?yty jest po prostu nudno. Podk?ady s? do?? nijakie i wymuszone, a sam Eminem cho? stara si?, jak mo?e, nie jest w stanie przyku? uwagi s?uchacza na d?u?ej. Obecno?? Rihanny w „Love The Way You Lie” mog?a stworzy? histori?, okaza?a si? jednak wymuszon? kolaboracj?, maj?c? za zadanie podniesienie sprzeda?y p?yty. Brakuje na owym kr??ków podk?adów Dra Dre i samego Eminema. Just Blaze, DJ Khalil i Boi-1da s? zdecydowanie nierówni.  Jim Jonsin wraz ze „Space Bound” udowadnia po raz kolejny, ?e po „Lollipopie” i „I Run” nie jest w stanie zrobi? nic dobrego. Drug? cz??? p?yty ratuje kawa?ek j? zamykaj?cy – „Untitled” na podk?adzie Havoca. Dynamizm, niepokój i pomys?owo?? doskonale przyrz?dzone przez 1/2 Mobb Deep, s? ?wietnym t?em dla nawijki Eminema, który dobrze si? w ten bit wpasowuje, co bynajmniej nie jest na „Recovery” regu??.

Cho? autor p?yty twierdzi, ?e po rzuceniu narkotyków pisze mu si? lepiej, ja zdecydowanie wy?ej oceniam jego dokonania wokalne z „Relapse” czy „The Eminem Show”. Na „Recovery” Eminem troch? mnie zawodzi. Jest mniej b?yskotliwy i zabawny i cho? nieustannie bawi si? s?owami, rymy nie powalaj?, tak jak w przypadku wspomnianych wydawnictw. Nie dajcie si? równie? zwie??, jakoby ca?y nowy album rapera by? powa?ny. Owszem, Em zag??bia si? we w?asn? psychik?, wspomina Proofa, ale potrafi te? by? zabawny (jak to wykazywa?em), jedzie gwiazdom showbiznesu, wraca w swych tekstach do pocz?tków kariery, a tak?e nawija i rymuje o… nawijaniu i rymowaniu. Siedemna?cie pe?noprawnych tracków (pierwszy raz w karierze bez skitów), to jednak za du?o jak na obecn? form? bohatera recenzji, by utrzyma? uwag? s?uchacza.

Nie wierz? w przemian? Eminema. W moim odczuciu zupe?nie nie jest autentyczna. Nie wierz? tym samym we wszystko, o czym mówi w numerach, które mo?na zaliczy? do kategorii powa?nych. Pewne jest jednak, ?e owa przemiana okaza?a si? ?wietnym chwytem marketingowym i liczby z pierwszego tygodnia robi? wra?enie. Wiem natomiast, ?e wielu p?yta „Recovery” si? spodoba, gdy? takiego wydawnictwa oczekiwali od Eminema ju? od d?u?szego czasu. Moich oczekiwa? album ten nie spe?nia i bior? tu pod uwag? kryteria rozrywki, jakiej dostarcza, tekstów (s?abszych ni? ostatnio), flow (czasem wymuszonego) i w du?ej cz??ci niezbyt wymy?lnych podk?adów. Mam wi?c ?wiadomo??, ?e nie ka?dy t? opini? podzieli; w moim rankingu jednak „Recovery” jest tylko nad „Encore”.



Podziel się: Eminem – Recovery